Byliśmy, gadaliśmy - Teatr

Natasza Sołtanowicz o polskich "Dziwaczkach" w Awinionie [WYWIAD]

2018-08-23 12:06:54

Jak stworzyć niezależną grupę teatralną i wyjechać z autorskim przedstawieniem na największy festiwal teatralny na świecie? Rozmawiamy z Nataszą Sołtanowicz, reżyserką spektaklu "Dziwaczki", której się to udało. Artystka opowiedziała nam o genezie grupy Dziwaczki, premierze na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, wyjeździe do Awinionu, zagranicznych przeżyciach i francuskiej szkole życia. Jeśli chcecie poznać kulisy szalonego przedsięwzięcia, które zakończyło się sukcesem, przeczytajcie nasz wywiad!

Dziwaczki, fot. M. Zakrzewski

Zobacz zdjęcia ze spektaklu "Dziwaczki" >>

Michał Derkacz, dlaStudenta.pl: Jak powstał zespół "Dziwaczki"? Jaka jest jego geneza?

Natasza Sołtanowicz, reżyserka spektaklu "Dziwaczki": Geneza naszej grupy ma związek z chęcią udziału w Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Ja się do tego przymierzałam już kilka lat i uznałam, że w końcu w tym roku chcę wystartować. Zastanawiałam się, co chcę zrealizować, o czym chcę opowiedzieć i jakich aktorów będę do tego potrzebować. Gdy już to ustaliłam, przeszłam do zbierania zespołu. Wiedziałam, że potrzebne są dziewczyny, a konkretnie to 9 dziewczyn, śpiewająco - tańczących, o znakomitych umiejętnościach aktorskich. Ekipę zebrałam u nas w szkole (AST Filia we Wrocławiu - przyp. red.). Grupa powstała w celu zrealizowania tego konkretnego spektaklu pt. "Dziwaczki". Projekt był pozaszkolny, a z połową dziewczyn wcześniej się bliżej nie znałam.

Pewnie trzeba się było zmierzyć z pytaniami w stylu: Dlaczego robisz ten spektakl? Co będziemy musiały pokazać na scenie?

Tak! To są zawsze najtrudniejsze pytania dla reżysera, tym bardziej, jak się robi teatr tak szeroko pojętej formy i teatr muzyczny. Czasami to trudno opisać, a ja operuję mteaforycznym  i  bardzo obrazowym słownictwem. W przypadku tego pierwszego spotkania z grupą aktorek byłam dobrze przygotowana i wiedziałam o czym będzie spektakl i jak będzie przebiegać historia. Dziewczyny były tym wszystkim trochę zaskoczone - lekko pozytywnie, ale też pewnymi obawami, gdy usłyszały, że tematem spektaklu jest śmierć i rytuał pogrzebowy. Nie ma się co dziwić. W końcu wybieram tematykę śmierci, a wszystkie jesteśmy dość młode. To brzmi podejrzanie! (śmiech)

W końcu spektakl powstał i został wpisany w program Przeglądu Piosenki Aktorskiej, w nurcie OFF. Jak został odebrany?

Musze powiedzieć, że spektakl powstawał przez około 3 miesiące, a w tym czasie stworzyłyśmy z dziewczynami naprawdę zgrany team. Zależało mi, by oprócz artystycznego aspektu tego przedsięwzięcia, powstał też ten społeczny. Brałyśmy na warsztat tak delikatny temat, że trzeba to było wypracować. Natomiast czas premiery na PPA był bardzo gorący. Było wielkie zainteresowanie biletami i nie każdy mógł je dostać. Spektakl był przyjęty bardzo ochoczo, z brawami na stojąco i łzami wzruszenia. Z drugiej strony, ocena jury była chłodna i zdystansowana. Podobało im się, ale w ich opinii spektakl był zbyt mało odważny i niewyczerpujący treści. Podsumowując, dużo się działo wokół naszego spektaklu. Jestem bardzo wdzięczna za ten wrocławski odbiór, bo dzięki niemu nasze dzieło żyje i ludzie chcą je ciągle omawiać.

Ta niezależność waszego spektaklu ma pewnie swoje plusy i minusy…

Tak jest. Z jednej strony możemy go grać gdzie chcemy i nie musimy pytać się o nic władzy szkoły czy danego teatru. Z drugiej strony, to dość problematyczne, gdy przechodzimy do wątku wyjazdu do Awinionu. Szybko padają pytania, dotyczące tego, kim my właściwie jesteśmy. Jakie mamy podłoże prawne? Jak z nami jakieś umowy podpisać? Tu zaczynały się schody. Bardzo nas wspomógł Teatr Układ Formalny. Wzięli nas pod swoje skrzydła i pozwolili jechać do Awinionu pod nazwą ich teatru. Obecnie jesteśmy z dziewczynami na etapie planowania założenia własnej fundacji.

Co wydarzyło się pomiędzy premierą "Dziwaczek" we Wrocławiu, a decyzją, że wyruszacie ze swoim spektaklem w świat?

Po występie na PPA, uznałyśmy, że chcemy dalej grać to przedstawienie. Wysyłałyśmy zgłoszenia na różne polskie festiwale, ale w pewnym momencie, jedna z członkiń zespołu - Joanna Sobocińska, zechciała wysłać nas na Festiwal Teatralny w Awinionie, ponieważ pracowała przy nim już kilka razy. Jednak ja raczej to zignorowałam, bo pomysł wydał mi się zupełnie abstrakcyjny. Po pewnym czasie Joanna wysłała wszystkim wiadomość, że mamy zaproszenie z Awinionu i jedziemy! Nastąpiła fala radości i szoku.

Przypomnijmy, że to, delikatnie mówiąc, dość duża impreza.

Oczywiście! Choć grałyśmy tam w nurcie OFF, to jednak jest to największy festiwal teatralny na świecie, obok Fringe Festival w Edynburgu. Zatem samo zaproszenie nas było czymś wielkim. Na tym festiwalu może grać każdy, ale nasze wyróżnienie polegało na tym, że mogłyśmy wystąpić tam za darmo. Dostałyśmy scenę oraz warunki techniczne. Normalnie, płaci się za to strasznie duże pieniądze. Aby nie było tak łatwo i tak fajnie, to nie dostałyśmy zakwaterowania i pieniędzy na podróż.

Wiem, że w tej opowieści jest wątek zbiórki…

Zgadza się. Na samym początku uparcie twierdziłam, że pieniądze zdobędziemy od różnych instytucji i innych oficjalnych źródeł. To się udało, ale dopiero pod koniec, a wcześniej miałyśmy sytuację kryzysową. Zatem zbiórka crowdfundingowa ruszyła, a z czasem do naszego wyjazdu dołożyło się m. in. Miasto Wrocław, Instytut Adama Mickiewicza, Akademisz Sztuk Teatralnych w Krakowie, Akademia Sztuk Pięknych we Wrocławiu, Miasto Garwolin oraz bardzo duża ilość prywatnych sponsorów. 

Długo trwało zebranie potrzebnej sumy?

To wszystko działo się bardzo szybko. W maju dowiedziałyśmy się, że już w lipcu mamy grać. W zasadzie został nam miesiąc na zebranie ponad 50 tysięcy złotych. To było tak abstrakcyjne, że ja z dnia na dzień zmieniałam decyzję - jedziemy czy nie jedziemy. To była taka walka mentalna i nie tylko moja, bo każda z nas miała wahania, dotyczące tego wyjazdu. Każda musiała do tego dołożyć i znane było ryzyko i różne inne przeszkody, coś do poświęcenia. Ostatecznie się udało, ale trzeba było ogarnąć wiele formalności i spraw, o których nikt nie uczył nas w szkole. Formularze, transport, noclegi, logistyka, umowy, a wszystko oczywiście po francusku. Tu należą się podziękowania Piotrowi Torchale z Teatru Układ Formalny, za pomoc w tym aspekcie formalno-organizacyjnym.  

Czas powiedzieć, jak wygląda festiwal w Awinionie od środka. Jak wiele rzeczy was zaskoczyło?

Mogę śmiało powiedzieć, że 150% rzeczy, które się tam wydarzyły, było totalnym zaskoczeniem. Przed wyjazdem sporo czytałyśmy o tym, jak tam jest. Rozmawiałyśmy z zespołem Teatru Druga Strefa z Warszawy, który był tam już 5 razy. W Polsce nie pisze się o tym festiwalu inaczej, niż w wątku nurtu głównego, w którym uczestniczył Krystian Lupa z "Wycinką". Na temat OFF-u nie wiemy nic. Więcej pisze się o festiwalu w Edynburgu. Jechałyśmy do Francji z wiedzą podstawową, że będzie ciężko i będzie trzeba się bić o widza. Dopiero na miejscu widzisz milionową publiczność, tysiąc spektakli i program festiwalu o grubości książki telefonicznej.

Jak wyglądała ta walka o widza?

Już na początku była wielka akcja plakatowania miasta. Aż trudno sobie wyobrazić, jak wygląda miasto, oklejone przez tysiące plakatów najróżniejszych przedstawień. My miałyśmy ze sobą 500 plakatów, taśmę i nożyczki, bo czego więcej chcieć? Okazuje się, że grupy teatralne od dawna dosłownie okupowały konkretne place, mury, chodniki, słupki, ściany, drzewa i inne powierzchnie, nadające się do oklejenia plakatami. Mieli ze sobą auta, drabiny, wózki, 10 rodzajów taśmy klejącej i naturalnie plakaty - foliowane, tekturowe, a wszystko adekwatne do danej powierzchni o odpowiednich kształtach. Zaznaczmy, że Francuzi traktują ten festiwal w sposób bardzo rodzinny i mają zwyczaje, których nie znajdziemy w żadnym programie. Trzeba tam być i to zobaczyć, by wiedzieć, jak sobie poradzić. To festiwal międzynarodowy, jednak 90% grup, które tam występuje jest z Francji. W tym natłoku ludzi oklejających miasto, my prezentowałyśmy się troszkę żałośnie, ale niczym w filmie, zebrałyśmy się w sobie i ruszyłyśmy do akcji, by nie zostać w tyle. Puenta jest taka, że na nasze nieszczęście, po mieście chodziła komisja do spraw plakatów i nasze akurat obcinała albo zdejmowała, bo były za duże. Nie wiedzieliśmy, że dopuszczalny wymiar to nie więcej niż A2. Szalenie istotne jest to dlatego, że większość widzów sugeruje się plakatem czy ulotką i idzie na spektakl, po zobaczeniu takiej właśnie reklamy.

Dziwaczki - plakatowanie Awinionu

Czy wstęp na festiwal był płatny?

Tak. Wszystkie pokazy były płatne, a wstęp kosztował 10-15 Euro. To jest wysoka cena, bo bilet studencki na nurt główny to także 15 Euro.

A w jakim miejscu grałyście swój spektakl?

To była zwyczajna sala gimnastyczna, pośrodku której była rozstawiona scena. Problemem było to, że nie dało się do końca wyciemnić tej sali. Fatalny był też brak klimatyzacji, a przypomnę ze w tym czasie, na południu Francji, temperatura sięgała nawet 40 stopni. Za każdym razem, gdy tam grałyśmy, miałam obawy czy każda z dziewczyn wytrzyma ten upał.

Czy publiczność dopisała? Ile osób zobaczyło polskie "Dziwaczki'?

Pierwszy pokaz był dla nas zaskoczeniem, choć inni dziwili się, dlaczego, skoro gramy pierwszy raz i nikt nas nie zna. Otóż przyszło 12 osób, a my byłyśmy załamane (śmiech). Inne zespoły tłumaczyły nam, że to nie jest zły wynik, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Sam skład publiki był bardzo międzynarodowy, a byli tam też festiwalowi programatorzy z całego świata. Te 12 osób nas zmotywowało, by ruszyć w miasto z akcją promowania spektaklu. Na ulicach prezentowałyśmy ruch taneczny oraz pieśni ze spektaklu i nie tylko. Bardzo wyróżniałyśmy się wizualnie od reszty grup, z których 80% stawia na komercyjne, klasyczne, znane utwory. Naszym plusem było to, że Francuzi mieli ochotę oglądać zespoły zagraniczne. Na kolejnych występach nasza publiczność liczyła już od 30 do 50 osób.

Jak przyjęto wasz spektakl?

Co ciekawe, znacznie bardziej emocjonalnie niż w Polsce. Choć były plansze z napisami, to wielu widzów przyznawało, że ich nie czytali, że nie mieli takiej potrzeby. Odbierali nasz pokaz jako przeżycie. Nie wiem, czy to kwestia tematyki, czy po prostu trafiliśmy na taką publiczność. Oni odbierali to bardzo wzruszeniowo. Za każdym razem kilka osób płakało. Oni tam mają chyba inną potrzebę teatru, niż polski widz. Zauważyłam, że tamtejsze występy kładą większy nacisk na emocje, które chcą uzyskać na widzu, a nie na fabułę czy dramaturgię. By uzyskać taki efekt, sam widz musi mieć chęć głębokiego wejścia w spektakl i duchowe otwarcie się na sztukę. Po naszych występach zawsze rozmawiałyśmy z widzami, którzy dzielili się wrażeniami. Chwalili, ale mieli też uwagi i dawali pretekst do dyskusji. To było bardzo cenne - ta konfrontacja naszego spektaklu z odbiorem zagranicznego widza.

Dziwaczki w Awinionie

Co daje taki wyjazd na zagraniczny festiwal? Czy możemy mówić o namacalnych korzyściach?

Poznałyśmy wiele ciekawych osób, w tym krytyka teatralnego - Jeana Couturier, który zafascynował się naszym spektaklem, napisał nam piękną recenzję, a teraz walczy o zaproszenie dla nas do Paryża. Zaproszono nas już na festiwal do Maroka. Jest też temat zaproszenia nas na festiwal Modern Drama w Szanghaju!

To znów będzie zbiórka?

Nie! To chińskie zaproszenie jest w 100% sponsorowane przez festiwal. To jednak przyszłość, bo jeszcze nawet nie domknęliśmy wszystkich formalności, raportów i rozliczeń z wyjazdu do Awinionu.     

A jakie są nienamacalne korzyści z tego wyjazdu?

To wielka porcja doświadczeń. Polecam wszystkim studentom aktorstwa i reżyserii wyjechać za granicę i konfrontować swe dzieła. Zbierać bezcenne doświadczenia i uczyć się na własnej skórze tego, czego nie uczy szkoła. Jak sprzedać spektakl, jak zorganizować widownię, jak się promować, jak ściągnąć dziennikarzy na występ, jak zaprosić programatorów - to rzeczy, których się tam nauczycie!

Jaka jest przyszłość grupy Dziwaczki? Gdzie zobaczymy wasz spektakl?

Chcemy jeszcze pokazywać spektakl "Dziwaczki". Będzie ku temu kilka okazji na polskich festiwalach (9 września fetsiwal PRO-CONTRA w Szczecinie oraz 15-17 listopada Forum Młodej Reżyserii w Krakowie - przyp. red.). Chcemy zagrać jeszcze kilka razy we Wrocławiu. Nie wiem jednak, na ile pozwoli nam dostępność poszczególnych aktorek, bo każda z nas ma teraz wiele na głowie. Zastanawiamy się także, co dalej z naszą działalnością i co chcemy zaprezentować.

Życzę zatem powodzenia we wszelkich dalszych przedsięwzięciach i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Rozmawiał: Michał Derkacz, dlaStudenta.pl

fot. M. Zakrzewski/N. Sołtanowicz/materiały prasowe

Słowa kluczowe: rozmowa, spektakl, festiwal, zespół, teatr, nurt off, zdjęcia

Dziwaczki - zdjęcia ze spektaklu (8)

Dziwaczki - zdjęcia ze spektaklu  - Zdjęcie nr 1
Dziwaczki - zdjęcia ze spektaklu  - Zdjęcie nr 2
Dziwaczki - zdjęcia ze spektaklu  - Zdjęcie nr 3
Dziwaczki - zdjęcia ze spektaklu  - Zdjęcie nr 4
Dziwaczki - zdjęcia ze spektaklu  - Zdjęcie nr 5
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Dziwaczki - spektakl
Natasza Sołtanowicz o polskich "Dziwaczkach" w Awinionie [WYWIAD]

Jak stworzyć niezależną grupę teatralną i wyjechać z autorskim spektaklem na największy festiwal teatralny na świecie? One tego dokonały!

Kariera czeka za drzwiami - rozmowa z  Eduardo Guerrero, tancerzem flamenco
Kariera czeka za drzwiami - rozmowa z Eduardo Guerrero, tancerzem flamenco

6-letni chłopiec codziennie czeka na kuzynkę przed szkołą tańca. Któregoś dnia, zaintrygowany, wchodzi do środka i... rozpoczyna się wielka kariera Eduardo Guerrero - tancerza flamenco, choreografa i reżysera. Przeczytaj nasz wywiad z artystą!

Jakub Żulczyk o "Radio Armageddon" [WYWIAD]
Jakub Żulczyk o "Radio Armageddon" [WYWIAD] Wrocław

'"Radio Armageddon. Transmisja" - sceniczna wersja książki Jakuba Żulczyka

Polecamy
Kariera czeka za drzwiami - rozmowa z  Eduardo Guerrero, tancerzem flamenco
Kariera czeka za drzwiami - rozmowa z Eduardo Guerrero, tancerzem flamenco

6-letni chłopiec codziennie czeka na kuzynkę przed szkołą tańca. Któregoś dnia, zaintrygowany, wchodzi do środka i... rozpoczyna się wielka kariera Eduardo Guerrero - tancerza flamenco, choreografa i reżysera. Przeczytaj nasz wywiad z artystą!

Nowy sezon w Filharmonii rozpoczęty!
Nowy sezon w Filharmonii rozpoczęty! Sopot

Koncert inaugurujący był nie tylko interesującą zapowiedzią nowego sezonu artystycznego. Pokazał zarazem, że spotkanie z muzyką klasyczną nie musi być spotkaniem z nudą bowiem sztuka tego rodzaju nie starzeje się nigdy.

Ostatnio dodane
Dziwaczki - spektakl
Natasza Sołtanowicz o polskich "Dziwaczkach" w Awinionie [WYWIAD]

Jak stworzyć niezależną grupę teatralną i wyjechać z autorskim spektaklem na największy festiwal teatralny na świecie? One tego dokonały!

Kariera czeka za drzwiami - rozmowa z  Eduardo Guerrero, tancerzem flamenco
Kariera czeka za drzwiami - rozmowa z Eduardo Guerrero, tancerzem flamenco

6-letni chłopiec codziennie czeka na kuzynkę przed szkołą tańca. Któregoś dnia, zaintrygowany, wchodzi do środka i... rozpoczyna się wielka kariera Eduardo Guerrero - tancerza flamenco, choreografa i reżysera. Przeczytaj nasz wywiad z artystą!

Konkurs Ziaja