Wybierz miasto
Teatr Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Mam poczucie tymczasowości i powierzchowności [WYWIAD]

2014-01-28

Boimy się asymetrii, dysharmonii, zniekształcenia, niewygody w ciele, nie akceptujemy siebie i swojego ciała. Musimy być idealni, żeby żyć idealnie, pracować idealnie, mijać życie idealnie – mówi w rozmowie z dlaStudenta.pl Anna Piotrowska, która we Wrocławskim Teatrze Pantomimy wyreżyseruje spektakl „Historia brzydoty” inspirowany słynną książką Umberto Eco. Premiera 7 lutego na Scenie na Świebodzkim.

Z całego spektrum „brzydoty” zaprezentowanej w książce Umberto Eco, Pani zdecydowała się poświęcić spektakl anoreksji.
Anna Piotrowska:
Anoreksja jako pozorne dążenie do piękna do ideału, a w gruncie rzeczy choroba, która zaczyna rządzić naszym życiem, odbiera nam energię i wyniszcza organizm od środka. Zaczyna człowiek poddawać się schematom, które są podyktowane tej chorobie. ...rzeczy brzydkie można pięknie naśladować..., idealnie wpisuje się myśl Arystotelesa w proces wejścia w chorobę.

Spektakl nie będzie jednak po prostu historią pięciu kobiet chorych na anoreksję.
Głównym zainteresowaniem było przyjrzenie się samemu procesowi choroby, w związku z tym pomyślałam, że ciekawe byłoby pokazanie UCIELEŚNIENIA ANOREKSJI, kim może się stać, jak się zachowywać, a co za tym idzie, jak wchodzi w osoby i zaczyna „zamieszkiwać” w podatnych ciałach i umysłach.

W przedstawieniu „ucieleśnienie anoreksji” przybiera postać Any - bogini, która „wykorzystuje słabości, pragnienia, zaciera różnicę pomiędzy iluzją a rzeczywistością, pociąga w krainę anoreksji”. To symbol kolorowych czasopism? Przemysłu modowego?
Na pewno osoby, które ulegają tej chorobie, widzą w wielu rzeczach inspiracje. Żyjemy w czasach obrazu, z każdej strony atakują nas reklamy, bilbordy, zdjęcia, które krzyczą wręcz jak mamy żyć, wyglądać, jak myśleć, jak czuć, jak wierzyć, jak kochać itp. Nie chodzi tylko o modę, chodzi chyba w ogóle o konsumpcyjny tryb życia, nastawiony na branie, a nie dawanie. Mam ogromne poczucie tymczasowości i powierzchowności. Poza tym granice iluzji i rzeczywistości zacierają się. Żyjemy często w świecie wirtualnym, w którym pragnienia są spełniane nierealnie czyli ułomnie. Nie ma tutaj odbicia w rzeczywistości. I tutaj rodzi się brak satysfakcji w życiu. Ciągle jesteśmy niezadowoleni z siebie. Podnosimy poprzeczki, by ścigać się samemu ze sobą. W wyścigu wspiera nas Ana.

Anna Piotrowska - tancerka, choreograf, reżyser, nauczyciel tańca współczesnego, Fundator i Prezes Zarządu Fundacji Rozwoju Tańca - eferte, założycielka "mufmi" w Warszawie. Stworzyła blisko 70 autorskich choreografii i przedstawień. Współpracuje m.in. ze  Śląskim Teatrem Tańca, Polskim Teatrem Tańca w Poznaniu i Państwową Wyższą Szkołą Teatralną w Krakowie. Pedagog Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej na Wydziale Teatru Tańca w Bytomiu.

Żyjemy w czasach dążenia do piękna.
I każdy zaczyna pragnąć tego, czego nie ma. Boimy się asymetrii, dysharmonii, zniekształcenia, niewygody w ciele, nie akceptujemy siebie i swojego ciała. Musimy być idealni, żeby żyć idealnie, pracować idealnie, mijać życie idealnie… Życie w kształcie absolutnym, doskonałym, pozornie harmonijnym. Ta doskonałość sprawia, że zaczynamy zachowywać się w inny sposób niż „normalny”. Dotykamy granic życia i śmierci. Żyjemy po to, żeby zbliżyć się do zera, czyli do niczego. Poprzez chorobę zbliżamy się do śmierci, osiągając ideał.  Anoreksja to współczesny kult walki piękna i brzydoty, życia i śmierci, przyjemności i kary, absolutnej dyscypliny w unicestwianiu siebie.. Zdobywanie uznania, ale nie dla samego siebie, ale dla idei, poklasku i dla niej KAPŁANKI ANY, BOGINI imieniem ANOREKSJA.

A może pęd za chorobliwą doskonałością dobiega końca? W końcu media coraz częściej zapowiadają „koniec ery wychudzonych modelek”.
Nie interesują mnie bezpośrednio media. Niech sobie kreują, co chcą. Tylko żeby głupota nie przekraczała granic absurdu. Absurd jest strawny w teatrze i kabarecie, ale w życiu cudownie byłoby cieszyć się po prostu życiem. Po co się ścigać, jak i tak wszyscy biegniemy do jednej mety?

„Historia brzydoty” jest więc protestem przeciwko…
… moje przedstawienie nie jest walką ani protestem. Wydaje mi się, że warto działać i na mniejszą skalę i pokazywać skutki tej choroby, zanim pojawi się pomysł, żeby może jednak za wszelką cenę wyglądać tak, jak mi jakiś Wielki Billboard pokazuje każdego dnia.

Najważniejsze jest pokochanie siebie i w pełna samoakceptacja. To jest bardzo trudne, ale trudniejsze jest i prawie niemożliwe wyjście z tej choroby. Myślę, że jeżeli młoda osoba obejrzy to przedstawienie, to może zastanowi się podwójnie, ale też nie mam takiej gwarancji. Działalność u podstaw też ma sens i może ktoś zrozumie absurd tej choroby i się jej nie podda. Czy ja mogę coś zmienić? Mogę zmieniać siebie i ewentualnie kreować rzeczy, które czuję i którym chcę się przyglądać. Czy one zmienią świat ? Nie wiem, ale jeśli skłonią choć jedną osobę do refleksji i jeszcze wzruszą – to naprawdę warto.

Rozmawiał: Marcin Szewczyk
(marcin.szewczyk@dlastudenta.pl)

Fot. J. Wittchen

GALERIA ZDJĘĆ: Historia brzydoty (22)
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Brak komentarzy.

 
BLOK PROMOWANY
Weź udział w konkursie i poznaj moc jagód acai!Przetestuj nowe kosmetyki Ziaja polecane w pielęgnacji współcześnie wrażliwej skóry.
FB dlaMaturzysty.pl reklama