Wybierz miasto
Teatr Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

"Jak to dobrze, że mamy pod dostatkiem" - brutalna rzeczywistość [RECENZJA]

2016-05-13

Podróż na przedstawienie jest swoistym wstępem do tego, co zobaczymy na deskach teatru. Wybranie sali, która znajduje się na strychu, to znakomity zabieg wydłużający  i wzmacniający oczekiwanie widzów. Wrocławski Teatr Współczesny i reżyserka przedstawienia Katarzyna Szyngiera doskonale wiedzą jak pobudzić ciekawość widzów.

Pierwsze wrażenie jest zawsze ważne, czy to przy nowo poznanych osobach, czy przy przedstawieniu. Wchodząc na salę, po pierwsze, zauważało się oczekujących na odbiorców aktorów, odbierających im tę chwilę swobody, towarzyszącej zajmowaniu miejsc. Od pierwszych sekund skupienie kierowało się na stojące na scenie postaci, nieruchome, ubrane w obcisłe, błyszczące bluzki i czerwone dzwony. Widzowie przyglądali się aktorom a aktorzy widzom. Poznawaliśmy się, analizowaliśmy siebie i zastanawialiśmy się jak tym razem będzie wyglądać przedstawienie, które nigdy nie jest dwukrotnie takie samo.

Uwagę zwracały na siebie także rekwizyty trzymane przez bohaterów w wyciągniętej ręce. Na pierwszy rzut oka, wydawało się, że są to owoce albo warzywa, z czasem okazało się jednak, że trzymane rekwizyty, to tak naprawdę grzechotki, które wraz z rozpoczęciem przedstawienia, aż do jego zakończenie nadawały mu rytm i tworzyły warstwę muzyczną. Zastosowanie masek było znakomitym zabiegiem wyobcowania, skoro twarz, to zwierciadło duszy, to niemożność poznania jej, tworzy bariery. Z drugiej jednak strony wzmaga chęć poznania, zobaczenia tego co ukryte, niedostępne. W trakcie tych paru minut przed rozpoczęciem przedstawienia, widzowie mieli możliwość zapoznania się z dekoracją utrzymaną w konwencji minimalistycznej,  składającej się z ośmiu drewnianych płyt, które w trakcie przedstawienia, były mobilne i grały równie aktywnie jak aktorzy.

Tematyka spektaklu jest niezwykle obszerna, porusza najbardziej zajmujące społeczeństwo tematy od seksu poprzez homoseksualizm, świat show-biznesu, status społeczny, zniewieścienie, politykę, śmierć i przede wszystkim - konsumpcjonizm.  Każdy odbiorca może znaleźć coś dla siebie, pada wiele znamiennych słów opisujących dzisiejszy sposób życia i współistnienia. Wszystkie twarze, które zostają nam przypisane, które sami sobie narzucamy mają tak naprawdę jeden cel - miłość.

Wszechogarniający dom towarowy nie jest w stanie zaspokoić tej pustki, która z każdym kolejnym nabytym przedmiotem jest coraz większa, coraz bardziej trawiąca duszę. Slogany "kupuję więc jestem", "żeby być trzeba mieć", pogarszają tylko sytuację zupełnego zobojętnienia na drugą istotę. Czy w społeczeństwie konsumpcyjnym jesteśmy w stanie odnaleźć się z drugim człowiekiem na poziome zupełnie pierwotnym, oczyszczeni z "gęb"?

Dużą rolę w przedstawieniu odgrywała również muzyka i choreografia, które wpływały niepokojąco na widza. Zabieg wykorzystania smyczka ocieranego o talerz perkusji wywoływał gęsią skórkę. Natomiast ruchy aktorów, dopasowane do dźwięków grzechotek i perkusji były złowieszcze, nienaturalne, wzbudzały rodzaj dyskomfortu. Choreografia stosunku między dwojgiem aktorów nie potrzebowała nagości, ponieważ i bez tego była nad wyraz sugestywna.

Jednak najbardziej dojmującymi były ostatnie sceny agonii Bezimiennego, któremu przyglądali się wszyscy pozostali aktorzy, już bez masek, tak jakby oglądali film, dobrze się przy tym bawiąc. Nagle, przed oczami widzów, ukazał się obraz nagiego mężczyzny, leżącego na podłodze, wydającego ostatnie ciche łkania i tchnienia i kontrastujący z tym, wyświetlony na drewnianych płytach, obraz pozostałych aktorów, przywołujący na myśl szczęśliwą rodzinę, siedzącą w domu na kanapie, oglądającą jakiś film i komentującą na bieżąco wydarzenia. Dlaczego ten "kadr", tak naturalny, był równocześnie tak bardzo uderzający? Dla każdego odbiorcy odpowiedź będzie nieco inna.

Spektakl "Jak to dobrze, że mamy pod dostatkiem" jest na wskroś współczesnym przedstawieniem, ubranym w minimalistyczne dekoracje i minimalistyczne kostiumy. Może właśnie dzięki temu, jego i tak niełatwy przekaz jest czystszy? Mętlik panujący w głowie po wyjściu z teatru, to zawsze oznaka tego, że coś z wypowiedzianych słów w nas pozostanie.   

Anna Respondek

fot. Krzysztof Zatycki

GALERIA ZDJĘĆ: "Jak to dobrze, że mamy pod dostatkiem" - próba przed premierą (13)
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Brak komentarzy.

 
BLOK PROMOWANY
Weź udział w konkursie i poznaj moc jagód acai!Przetestuj nowe kosmetyki Ziaja polecane w pielęgnacji współcześnie wrażliwej skóry.
FB dlaMaturzysty.pl reklama